Zwiń

Nie masz konta? Zarejestruj się

INFORLEX Biuro Rachunkowe Wszystko o zmianach w przepisach Sprawdź >>

Chodzi o fundamentalną sprawiedliwość [WYWIAD]

Grzegorz Osiecki
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
fot. materiały prasowe  Łukasz Czernicki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów
Łukasz Czernicki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów.

Podatek od wielkich korporacji ma dotknąć te, które optymalizują swoje dochody. Zapłaci go ok. 5 proc. spółek kapitałowych – wynika ze słów głównego ekonomisty MF.

Rząd przyjął podatkowy Polski Ład. Zaczęło się od prostej koncepcji – kwota wolna od podatku 30 tys. zł, składka zdrowotna 9 proc. W tej chwili mamy kilka różnych składek. Czy ten system na końcu prac nie staje się za bardzo skomplikowany?

Główne cele i założenia zostały zrealizowane. Historyczna podwyżka kwoty wolnej zostaje. Mamy też podniesienie drugiego progu podatkowego do 120 tys. zł, co zmniejszy liczbę osób, które go płacą, o połowę. To, co zostało zmienione teraz, w toku konsultacji, dotyczy obniżki pierwotnych składek dla przedsiębiorców, przede wszystkim tych rozliczających się w sposób liniowy, ryczałtowców oraz na karcie podatkowej.

W efekcie mamy cały wachlarz możliwości oskładkowania i opodatkowania działalności gospodarczej.

Każda osoba prowadząca działalność gospodarczą powinna zadać sobie pytanie – które rozwiązanie jest dla mnie bardziej korzystne? Jeżeli np. połączymy wysoką kwotę wolną z tą składką zdrowotną na poziomie 9 proc., to może się okazać, iż do pewnego poziomu dochodów rozliczanie według skali będzie przez cały czas korzystne z perspektywy takiego podatnika.

Ponadto ryczałt w tej konstrukcji pozostaje bardzo atrakcyjny. Może być tak, co zakładaliśmy przy pierwotnych propozycjach, że część osób rozliczających się liniowo przepłynie do ryczałtu. Dobrą wiadomością jest to, że per saldo ilość tych pieniędzy, która zostanie w kieszeniach podatników, jeszcze wzrosła. Wcześniej Polski Ład, mówimy tylko o reformie klina podatkowego, miał pozostawiać ok. 14 mld zł. Teraz to będzie ok. 16,5 mld zł.

Te zmiany z punktu widzenia podatnika mogą wyglądać dobrze na papierze, kiedy mamy dochód roczny i możemy sobie policzyć, ile zapłacimy. Jednak przedsiębiorca często nie będzie wiedział, ile zarobi, a decyzja np. o rozliczeniu podatkiem liniowym jest decyzją fundamentalną. Nie można w trakcie roku jej zmienić.

Możliwość przejścia po roku zostaje zachowana. Dotychczas również mieliśmy różne sposoby rozliczania. Te zmiany, które wprowadzamy, faktycznie zmieniają reguły gry, ale per saldo najważniejsze jest to, że składki zdrowotne dla przedsiębiorstw będą dużo bardziej sprawiedliwe niż dotychczas. Nie będzie możliwe odliczenie ich od podatku i w pewien sposób zostaną one dostosowane do tego, z czym mamy do czynienia w przypadku umowy o pracę. Chodziło o taką fundamentalną sprawiedliwość. Bodziec do przepływu pomiędzy umową o pracę a działalnością gospodarczą będzie przez to trochę mniejszy.

Porozmawiajmy o nowym rozwiązaniu, które się pojawiło – podatku przychodowym. Czy tego typu CIT nie będzie działał jak wewnętrzny podatek eksportowy? Pojawiają się opinie, że będzie karał firmy, które eksportują, będą musiały go płacić nawet przy stratach.

Nie wydaje mi się, aby było to realne zagrożenie. Symulacje, które wykonał departament, pokazują, że tylko 5 proc. spółek kapitałowych będzie płacić ten podatek przychodowy. Co prawda ostatecznie nie wprowadzono w nim progu dochodowego, ale jego konstrukcja wyklucza mniejsze firmy. Można powiedzieć, że przedsiębiorstwo o takiej normalnej strukturze kapitałowej, nieoptymalizujące się podatkowo, nie zostanie objęte tym podatkiem.

Wspominał pan, że 16,5 mld zł będą kosztowały te zmiany finanse publiczne. Jest to ok. 3 mld więcej niż zakładała pierwotna propozycja. Czy na dłuższą metę nie będzie to psuło stabilności finansów publicznych?

Te 16,5 mld zł jest tylko ze zmian klina podatkowego. Jeżeli mówimy o wpływie całej reformy, to lądujemy w okolicach 12 mld zł. Reforma nie powinna więc zbyt mocno ich podmyć. Mechanizmy, które chcemy wprowadzić, są bardzo proinwestycyjne. Ponadto obniżamy podatki dla osób o najniższych i średnich dochodach. Dzięki temu pieniądz ten będzie pracował w gospodarce, co wygeneruje dodatkowe wpływy do budżetu.

Jedną z intencji tego typu zmian było to, aby uzupełnić dochody na zdrowie w momencie, kiedy podnoszony jest udział wydatków publicznych do 7 proc. Ta ścieżka już się zaczęła. Czy te zmiany nie idą trochę na przekór tej tendencji?

Zmiany, które zostały zawarte w obecnej formie tej reformy, już powodują wpływ in plus do Narodowego Funduszu Zdrowia. To będzie ok. 7 mld zł, czyli ok. 5 mld mniej niż planowaliśmy pierwotnie. Nie należy zapominać, że ta ścieżka jest narzucona ustawowo i będzie realizowana. Nie ma od tego ucieczki. Będziemy musieli poszukać na to dodatkowych środków. Nie znaczy to jednak, że będziemy podnosić obciążenia podatkowe. Raczej pewne rzeczy w ramach budżetu będzie trzeba poprzesuwać.

Widzieliśmy opór, zwłaszcza ze strony przedsiębiorców, którzy zostaną dotknięci wyższą składką zdrowotną. Czy wprowadzone zmiany na tyle nastroje uspokoją, że Polski Ład przejdzie bezkonfliktowo przez Sejm?

W przypadku liniowców prawie znaleźliśmy się w połowie drogi. Do tego należy dodać zmiany w ryczałcie. Jest to ukłon także w stronę tych przedsiębiorców, którzy osiągają wyższe dochody. W pierwotnej formie było tak, że osoby o niższych dochodach zostały odciążone fiskalnie. Składki zdrowotne były niższe, szczególnie ta dla ryczałtowców osiągających przychody do 50–60 tys. zł. Teraz się to trochę wyrównało, co jest wynikiem konsensusu z naszymi partnerami. ©℗

Współpraca Bartosz Michalski